Pobawmy się w biedę

Niektórzy dziennikarze poszukując dobrego tematu postanawiają przez pół roku żyć jak za czasów PRL-u (mieszkając w M3, nosząc trwałą i jeżdżąc maluchem). Inni – na miesiąc rezygnują z alkoholu lub przechodzą na dietę bezglutenową. Ale są też i dziennikarze nieustraszeni, którzy chcą na własnej skórze przekonać się, jak przeżyć za 1680 zł brutto miesięcznie.

O eksperymencie Justyny Niedbał dowiedziałam się dzięki fejsbukowemu wpisowi redaktora tok.fm Pawła Sulika. To właśnie ona postanowiła nie tylko przeżyć, ale i opisać swoje doświadczenia na portalu bankier.pl. Szybko okazało się, że redaktorka nie jest jedyną. Dołączył do niej „empatyczny liberał z poglądów” Łukasz Piechowiak, główny ekonomista bankier.pl. Przyznam, że czekałam z zapartym tchem na wyniki tego doświadczenia. Czy Justyna Niedbał przetrwa ten trudny okres? Czy Piechowiak pozostanie liberałem? W dodatku empatycznym? Czy Paweł Sulik przygotuje materiał reporterski godny Nagrody im. Kapuścińskiego? Tymczasem niepostrzeżenie upłynął luty, rozpoczął się marzec, a o losach dzielnych redaktorów nic nie wiadomo. Zakładam więc, że zdołali przeżyć, choć zapewne ich doświadczenia nie były tak spektakularne, jak się tego na początku lutego spodziewali.

Za sprawą Niedbał i Piechowiaka dyskusja o ubóstwie została sprowadzona do survivalowego podręcznika zatytułowanego „Jak przeżyć 30 dni za 1680 zł brutto”, do kuriozalnego eksperymentu młodych ludzi, którzy postanowili pobawić się w bycie ubogim. W dodatku ten eksperyment w znaczący sposób przesuwa akcenty. Bieda zostaje utożsamiona z niemożliwością „dopięcia budżetu”, pozbawiona swojego rzeczywistego wymiaru – czasowego i emocjonalnego. Ot, trudny moment w życiu, gdy nie można iść do kina lub gdy trzeba zrezygnować z sushi. Ale przecież wystarczy zacisnąć zęby, odliczyć dni do końca eksperymentu i na zakończenie paskudnego miesiąca zaplanować wieczór w spa.

Redaktorzy zdają się nie pamiętać, że doświadczenie biedy nie jest chwilowe, nie trwa tydzień, miesiąc – lecz lata i nie związane jest jedynie z domowym budżetem, ale z bardzo ludzkim i głęboko przeżywanym doświadczeniem wykluczenia, bezradności czy niemocy, wstydu i upokorzenia. Dziennikarze pomijają te aspekty, skupiając się na pseudo-pomocnych radach czy zaleceniach, by kupować na promocji i gotować sycące zupy, a do muzeów chodzić w te dni tygodnia, gdy wstęp jest bezpłatny. A ubrania, oczywiście, kupować w sklepach z używaną odzieżą. Tam przecież zresztą można się natknąć na prawdziwe perełki – tiulowe spódnice vintage czy retro marynarki (najmodniejsze w tym sezonie). Nie interesuje ich społeczny kontekst biedy: erozji relacji rodzinnych i społecznych, postępującego wykluczenia z różnych przestrzeni kulturowych.

I nie, nie dam sobie wmówić, że oto szanowni państwo redaktorzy stają się rzecznikami osób ubogich. Ich piękne (i jakże humanitarne) deklaracje można włożyć między bajki. Niedbał, Sulik i im podobni bawiąc się w biedę, nie zabierają głosu w imieniu tej części społeczeństwa, która się z nią boryka. To redaktorskie eksperymentowanie bagatelizuje doświadczenie biedy, odbierając mu znaczenie – bo ważniejszy od autentycznych problemów ¼ polskiego społeczeństwa okazuje się być upraszczający i nieprawdziwy obraz ubóstwa jako chwilowych kłopotów z domowym budżetem, konieczności poszukiwań promocji czy jedzenia tuńczyka w puszce zamiast łososia (odsyłam tu do eksperymentu krakowskiej dziennikarki, która sprawdzała co i jak można jeść przez tydzień mając do dyspozycji jedynie 35 zł).

Poważny problem społeczny, jakim jest systemowa bieda, za sprawą redaktorów staje się produktem medialnym, obliczonym na miarę reklamodawców. Niedogodnością, która uniemożliwia wyjazd na wycieczkę i zakup prezentów dla najbliższych, a nie wyborem, czy kupić jedzenie czy zapłacić czynsz, opłacić rachunek czy wykupić lekarstwa. I bulwersującym (oczywiście w rozsądnych granicach) tematem, dzięki któremu portalowi bankier.pl zwiększy się tak zwana klikalność, radio tok.fm zanotuje zwiększony ruch na fanpejdżu, a koledzy i koleżanki redaktorki Niedbał będą mieć temat na kolejnych kilka programów. Wygrają zatem wszyscy zainteresowani – dziennikarze, media i reklamodawcy. Bo właściwie, w ostatecznym rozrachunku, jedynie oni się liczą.

6 komentarze/y

  1. Wysmienita racja
    Moze jednak bieda ich pokonala
    Zostali na morzu z oscmi w dloni lub nawet bez takowych, a jesli juz przy Hemingway’u jestesmy, to byle do 60tki… I „z glowy”

  2. Przyznam, że czekałam z zapartym tchem na wyniki tego doświadczenia. Czy Justyna Niedbał przetrwa ten trudny okres? Czy Piechowiak pozostanie liberałem? W dodatku empatycznym? Czy Paweł Sulik przygotuje materiał reporterski godny Nagrody im. Kapuścińskiego? <3 <3 <3

  3. podobne myśli mnie naszły – zabawa w biedaków. i to głupie założenie naiwniaków z bankiera, że mija miesiąc i ten stan się kończy i już po tych 30-stu dniach coś nam ,,skapuje” z rynku i znajdujemy fuchę za kilka patyków per miesiąc i można iść na sushi. dziennikarze z bankiera to jeszcze nie jest taki hardcore. na zachodzie modne podobno zrobiły się wycieczki bogatych do slamsów, żeby przez kilka dni mogli popatrzeć na prawdziwe życie i szlachetnie powspółczuć nędzarzom. miłosierni, że aż za gardło chwyta, a noże same w kieszeniach się otwierają i chcą się tak nieodparcie naostrzyć o krawędź chodnika…

  4. bardzo mi się podoba ten wpis. Biedę z resztą definiować powinno się jako brak materialnej stabilności i bezpieczeństwa, a nie jako jakąś konkretną kwotę, którą można przecież wydać „racjonalnie i rozsądnie”, w ogóle porównanie biedy do „niskiego kieszonkowego” jest na prawdę oburzające, dobrze więc że ktoś się oburzył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *