Wyznanie niewiary, czyli o igrzyskach, konsultacjach społecznych i namiocie sferycznym

Od kilku tygodni na krakowskim rynku stoi namiot sferyczny – teoretycznie przedreferendalny punkt konsultacyjny w sprawie ZIO 2022. Teoretycznie, ponieważ nikt z „konsultantów” nie stara się już nawet udawać, że bierze na serio słowa „punkt konsultacyjny” widniejące na namiocie. W środku nie uświadczyłam ani jednego specjalisty, ani jednego fachowca, żadnego „bezstronnego” eksperta. Przyjął mnie za to Mateusz Zmyślony (spec od PR, reklamy i marketingu, w ZIO Ekspert ds. Komunikacji społecznej), który wkrótce zrobił sobie przerwę na kawę, pozostawiając mnie w rękach nad wyraz miłego i sympatycznego Pana z inicjatywy Kraków Wart Jest Igrzysk. Pana, który podkreślił, że nie pracuje w punkcie, jest tam prywatnie, nieoficjalnie i jedynie się przysłuchuje. I pomimo swojego czysto deklaratywnego niezaangażowania to właśnie on podjął się zadania rozwiania moich wątpliwości. Całkowicie nieuzasadnionych, jak się okazało. Po chwili rozmowy przeniosłam się bowiem do Krakowa przyszłości, do krainy, w której autostradą dojechać mogę do Zakopanego, przedsiębiorcy się bogacą, bezrobotni znajdują pracę, stadiony same się utrzymują, a do miasta zjeżdżają kulturalni, wykształceni turyści, którzy przechodząc krużgankami Zamku Królewskiego, dumają nad wielkością Polski, jej znaczeniem i kulturowym kapitałem.

Przyznam, że przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, jak mogłabym podsumować moją rozmową z obu panami. Ale przeglądając rozdawaną przez wolontariuszy „gazetkę olimpijską” zupełnie przypadkiem znalazłam słowa idealnie pasujące nie tylko do mojej rozmowy, ale i do stanowiska zwolenników ZIO. Jeden z wywiadów (przeprowadzony przez kogoś kryjącego się pod pseudonimem hala) z dr hab. Renatą Seweryn zatytułowany został „Wierzę w efekt barceloński”. Po niemal godzinnej rozmowie z obu panami okazało się bowiem, że nie chodzi o argumenty, liczby, procenty, lecz o wiarę. O przekonanie, że wbrew wszystkiemu i wszystkim, coś takiego jak efekt barceloński będzie miało miejsce w Krakowie, że pomysł organizacji ZIO to pomysł dobry, wręcz znakomity. I właściwie teraz jestem w kropce. Bo jak dyskutować z taką głęboką, żarliwą wiarą?

Bo gdzie, jeśli nie między mrzonki, bajania i miejskie legendy, włożyć zapewnienia, że Kraków nie będzie musiał dopłacać do Igrzysk, a jeśli wzrosną koszty organizacyjne w całości poniosą je MKOI, PKOI i sponsorzy? Co zrobić z przekonaniem, że wybudowane hale sportowe, tory i inne inwestycje będą same na siebie zarabiać, że miasto nie dołoży do ich funkcjonowania ani złotówki? Nawet jeśli dotychczasowa praktyka (vide stadiony piłkarskie wybudowane na Euro 2012) każe patrzeć na zapewnienia pana z Kraków Wart Jest Igrzysk z dużą dozą podejrzliwości. I jak potraktować mam historię spotkania z biznesmenem, który, po jednym ze spotkań konsultacyjnych, miał w rozmowie z Panem z Kraków Wart Jest Igrzysk, powiedzieć, że światowe prognozy (jakie? – tego się nie dowiedziałam), głoszą, że oto wszystko będzie tanieć, w konsekwencji czego koszty organizacji ZIO mogą nawet zmaleć? I jak odnieść się do stwierdzenia, że nie powtórzy się seria bankructw podwykonawców (którą znamy doskonale z czasów inwestycji przy EURO 2012), ponieważ „odrobiliśmy już lekcję” i istnieją już stosowne regulacje chroniące przed tymi zdarzeniami? Jak się okazuje, igrzyska mają być lekarstwem na indolencję polityków, którzy, jak przyznał mój rozmówca, nie potrafią zawalczyć o Kraków i Małopolskę, nie potrafią (nie są w stanie?) skutecznie lobbować na rzecz naszego miasta i regionu. A ryzyko? Właściwie nie ma żadnych zagrożeń związanych z ZIO, żadnych niebezpieczeństw. Głosy przeciwników? Wynikają z niewiedzy, są głosami antypostępowymi, antyrozwojowymi.

przykro mi rozczarować zwolenników ZIO 22 w Krakowie – rozwój nie liczy się jedynie w kilometrach dróg, wysokości biurowców, metrów kwadratowych stadionów czy hal. Nie zapewniają go też spektakularne inwestycje. Ani czas antenowy poświęcony miastu. To proces długotrwały, żmudny, który zaczyna się od zaspokojenia podstawowych potrzeb mieszkańców – dostępu do edukacji, służby zdrowia, komunikacji miejskiej, przestrzeni publicznej, czystego powietrza. Od doprowadzenia do przyzwoitego stanu obiektów znajdujących się w KS Korona, a nie modernizacji kolejnego stadionu. Od zapewnienia odpowiedniej ilości przedszkoli. Ochrony istniejących parków i terenów zielonych. Mogłabym wymieniać w nieskończoność. I dopóki te podstawowe potrzeby nie zostaną spełnione – olbrzymia hala sportowa w niczym nie poprawi poziomu życia mieszkańców. Podobnie kolejne centrum handlowe. O tym zdają się włodarze miasta nie pamiętać. Nie jestem przeciwniczką organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Krakowie. Jestem przede wszystkim przeciwniczką magicznego myślenia, wiary w skok cywilizacyjny, w wielkie modernistyczne projekty. A idea organizacji ZIO w Krakowie jest wcieleniem tej właśnie naiwnej, szkodliwej i krótkowzrocznej wiary.

A to, co dzieje się w namiocie sferycznym, jest karykaturą, nie dialogiem z mieszkańcami miasta. Bo podczas tych „konsultacji” nie dowiedziałam się niczego, poza tym, że „będzie dobrze” i że igrzyska są szansą dla Krakowa. Ale kto z niej skorzysta? Oczywiście poza politykami, urzędnikami MKOI I PKOI i różnej maści działaczami? Tego niestety się nie dowiedziałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *