Cudze znamy, swego nie chwalimy. O spotach ESK Wrocław 2016

Czasem trzeba napisać o rzeczach błahych. Albo o spotach reklamowych. I właśnie teraz chyba nadszedł ten moment.

Spoty są dwa
. W pierwszym Włoch o dźwięcznym imieniu Mateo zwierza się swojemu przyjacielowi ze swoich dylematów sercowych. Nie może się zdecydować, obie kobiety mają „gorący temperament” i „są wyjątkowe”. Przyjaciel ma jedną radę – wyjazd. To właśnie tam Mateo będzie mógł „nabrać dystansu, poszukać inspiracji w sztuce”. Celem podróży sympatycznego, rozdartego Włocha ma być Wrocław. Mężczyzna krzyczy radośnie, zapewne olśniony prostotą i oczywistością propozycji przyjaciela: “Tam są piękne kobiety!”. Spot kończą zdjęcia, na których Mateo obejmuje kolejne dziewczyny, stojąc tuż Hali Stulecia, Muzeum Narodowego czy hotelu Monopol.

W drugim obserwujemy “typową” brytyjską rodzinę. Oczywiście jest zegar wskazujący piątą po południu, stół, porcelana, herbata, perły na szyi pani domu. Wraz z mężem rozmawia o wakacjach ich syna: może Cambridge, Oxford albo Londyn? Młody człowiek nagle przerywa ich rozmowę pytając: “Dlaczego nie Wrocław?”.  I jak się można domyślać – następuje seria selfie młodego Brytyjczyka (robiącego idiotyczne miny). Za nim widać charakterystyczne budynki Wrocławia.

No i zapomniałabym o lektorze: “Swoje znają, Wrocław chwalą” wybrzmiewa na końcu spotów.

W ten właśnie sposób Wrocław informuje Europę, że oto w roku 2016 będzie Europejską Stolicą Kultury. I zupełnie niechcący włodarze Wrocławia mówią także o kilku innych sprawach: swoim stosunku do kultury i do kobiet.

Bo przede wszystkim oba spoty udowadniają, że kultura jest czymś podrzędnym, zaledwie miernym “towarem”, który wprawdzie można sprzedać, ale jako pewien dodatek – do pięknych polskich kobiet czy do całkowitej i totalnej wolności, jaką cieszyć się mogą turyści w polskich miastach. Bo przecież ów nastolatek nudzący się jak mops przy swoich rodzicach, tutaj właśnie będzie mógł się wyszumieć – a o tym, jak wyszumiają się turyści w polskich miastach wie każdy, kto kiedykolwiek w nocy przeszedł przez centrum jakiegokolwiek „turystycznego” miasta.

Jeśli już więc musimy być tym kulturalnym miastem (w domyśle: miastem zabytków – bo nic innego w tychże spotach nie widać) zróbmy to tak, by nie zniechęcić do siebie owych turystów, którzy przyjeżdżają tu w nadziei na dobrą zabawę. Taki cel wydaje się przyświecać autorom obu spotów. Żeby, broń boże, nikt nie dowiedział się, że na wrocławskim rynku coś więcej jest niż knajpy i krasnale. Że tutaj mamy coś więcej niż piwo i dziewczyny, bo jeszcze nam nikt się nie pojawi i co wtedy się stanie – z tymi centrami miast, które się wyludniły, bo właściwie same tam teraz knajpy, hostele, kluby i dyskoteki? A kultura? Prawdziwi turyści nie przyjeżdżają do muzeów ale na pub crawl. Pieniądze wydają na piwo a nie na bilet do teatru, PKB robi się przy pomocy wieczorów kawalerskich a nie festiwali teatralnych. Trochę tu sobie ironizuję i dworuję, to prawda, ale nie mogę uwolnić się od myśli, że być może tym tokiem myślenia szli sobie (i może idą nadal) nie tylko wrocławscy urzędnicy.

I na koniec być może najważniejsza sprawa. Urzędnikom, włodarzom i specom od PR-u chyba nikt jeszcze nie powiedział, że kobiety w Europie stanowią około 51% populacji. Nikt specjalistom nie pokazał statystyk według których to kobiety częściej odwiedzają galerie, teatry i korzystają z instytucji kultury. I wreszcie nie domyślili się owi specjaliści, że kobiety są także twórcami kultury. Tylko i wyłącznie niewiedzą lub bezmyślnością mogę zatem tłumaczyć decyzję specjalistów, by w obu spotach całkowicie pominąć kobiety, komunikat kierując do mężczyzn. A kobiety przedstawić w dwóch rolach – irytujących matek lub dodatków do wakacji niezdecydowanego Włocha.

Są oba spoty czymś uwłaczającym – uwłaczającym kobietom, a także odbiorcom i twórcom kultury, mieszkańcom i mieszkankom Wrocławia. Arogancja i ignorancja, przekonanie, że powielane stereotypy mogą być sposobem na sprzedanie czegokolwiek, wreszcie totalny brak wyczucia, nie mówiąc już o humorze – wszystko to sprawia, że w tym momencie wrocławscy spece od reklamy przebili tych z MSW (spot o smutnym, starym autobusie) i awansowali na zaszczytne drugie miejsce w rankingu najgorszych reklam finansowanych z pieniędzy podatników, znajdując się tuż za kampanią GDDKiA zatytułowaną „Zaufajne drogi”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *