O dzieciach, decyzjach i rodzicach słów kilka (wpis bardzo osobisty)

Jako młoda trzydziestoletnia kobieta, mieszkająca w dużym mieście, zamężna od niedawna, rozpoczynająca właśnie (po latach pracy na śmieciówkach, stażach, dekadzie mglistych obietnic pod tytułem „za kilka miesięcy zwolni się u nas etat”) pierwszą „poważną” pracę w instytucji, która zaproponowała mi umowę o pracę, zaliczam się prawdopodobnie do grupy docelowej kampanii  „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” realizowanej przez Fundację Mamy i Taty.

Fundacja Mamy i Taty – „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”

I jako „modelowa” odbiorczyni tej kampanii pozwolę sobie na napisanie kilku słów do jej autorów.

Po pierwsze: gdzie w Państwa kampanii jest ojciec? Drugi rodzic? Partner? Opiekun? Dziecko to odpowiedzialność dwojga rodziców i ich decyzja: wspólna, przemyślana, autonomiczna.

Po drugie: jak bardzo aroganckim trzeba być, by nie dostrzegać, że często (zbyt często) za decyzją odkładania macierzyństwa i ojcostwa kryją się nie ambicje, domki w Toskanii, podróże i okna biura z widokiem na miasto, lecz bardzo ludzki i przyziemny strach. Strach, bo pracuję na umowie zlecenia i umowie o dzieło. Strach, bo pracodawcy niechętnie zatrudniają młode kobiety, które w każdej chwili „mogą sobie wymyślić, że zajdą w ciążę” (jest to cytat z jednej rozmowy kwalifikacyjnej, na którą mnie zaproszono). Strach, że będąc mężczyzną, mężem, partnerem nie będę w stanie wspierać matki mojego dziecka, bo zarabiam poniżej średniej krajowej. Niepewność, bo nie stać nas na mieszkanie, a właściciel mieszkania w każdej chwili może nam je „wymówić”. Brak poczucia stabilności i oparcia ze strony rodziny – bo mieszkamy daleko od rodziców, przedszkole jest drogie, żłobek podobnie, a czynni zawodowo dziadkowie po prostu nam pomóc nie mogą.

Sprowadzanie decyzji o odłożeniu dziecka do „egoizmu” jedynie kobiety jest uproszczeniem – okrutnym, bezmyślnym, aroganckim. Bo za każdą z tych decyzji może kryć się bardzo dramatyczna, trudna historia. Obu osób: zarówno kobiety jak i mężczyzny.

Po trzecie: nie każda kobieta chce mieć dziecko i nie każdy mężczyzna chce założyć rodzinę. Tak po prostu jest. Decyzja o niezałożeniu rodziny nie powinna być decyzją, za którą kogokolwiek należy potępiać czy stygmatyzować. Są też osoby które decydują się na samodzielne posiadanie dziecka – im też należy zapewnić pomoc i wsparcie.

Po czwarte: posiadanie dziecka czy założenie rodziny to nie to samo, co wybór podkładu, sukienki czy płynu do mycia naczyń. Do kupna proszku może i przekona mnie reklama (chociaż i w to wątpię)  – natomiast w podjęciu decyzji o posiadaniu dziecka mnie i mojemu mężowi nawet najładniejszy billboard zawieszony obok Galerii Krakowskiej nie pomoże. Nie pomoże także kącik w telewizji śniadaniowej, reklama w radio i telewizji. Może więc nie wydawajcie więcej pieniędzy na tego typu działania, a na przykład zainwestujecie je w stworzenie pilotażowego centrum wsparcia młodych rodziców, gdzie mogliby liczyć na pomoc i wsparcie psychologa, terapeuty, położnej, lekarzy, prawników.

Macierzyństwo ma szczególną wartość – zgodzę się z Państwem. Taką samą wartość ma ojcostwo. Rozmawiajmy więc o nich z godnością i szacunkiem, wspierajmy tych, którzy dzieci pragną, otoczmy ich opieką. Nie sprowadzajmy rodziców do naiwnych konsumentów, którzy kupią wszystko, co zabłyśnie na citylightach w centrach miast.

A na zakończenie zacytuję mojego przyjaciela, który zasugerował wprowadzenie kilku zmian do reklamy: „zdążyłam stracić pracę na śmieciówce, zdążyłam na autobus do pośredniaka, zdążyłam (tym razem) zapłacić czynsz na czas, ale nie zdążyłam zostać Mamą”.

Mam wrażenie, że dopiero po tych poprawkach ta kampania nabiera sensu.

 

11 komentarze/y

  1. Ogólnie się zgadzam, ale… jakie tacierzyństwo?! Nie ma takiego terminu. To termin prześmiewczy, użyty kiedyś przez Kingę Dunin. Jest i używa się w tym znaczeniu terminu ojcostwo.

    • Tacierzyństwo jest ok i brzmi dużo lepiej niż wybrzmiewające dziś już czasami niestety pejoratywnie i patriarchalnie „ojcostwo”

      • Właściwie chyba nieważne jakiego słowa użyjemy – ważne żeby w rozmowach o rodzinie, dzieciach i ich posiadaniu lub nie mówić także o mężczyznach i ich sytuacji.

  2. Jako ojciec jednego i drugiego w drodze mogę się podpisać wszystkimi kończynami. Z moich obserwacji wynika, że jeśli ktoś „odkłada”, to z pełną świadomością i albo nie może, albo nie chce. W obu przypadkach apele są psu na budę. Gdzie w ogóle są tacy ludzie, którym „macierzyństwo umknęło”? W wyobrażeniach decydentów? kleru? copywriterów? Ile osób w ogóle ma takie chaty?

    • Miło czytać Pana komentarz.
      1. Takie chaty ma ktoś, kogo stać na ten fotelik z podnóżkiem za 6 tys. euro widoczny na tle okna – jako jeden z wielu mebli – to „club chair” małżeństwa Eams, klasyk designu.
      2. Mam 36 lat, partnera i 6-letnią córkę. Jak zdecydowaliśmy się na dziecko to znajomi albo pukali się w głowę, albo zazdrościli odwagi… Z grubsza podział wyglądał tak: mężczyźni się pukali w głowę, kobiety zazdrościły.
      Moim zdaniem „spot jest źle stargetowany”, ech…

  3. Mi się wydaje, ze ta kampania jest skierowana do tych osób, które juz mniej więcej zdążyły sobie ułożyć życie, a dalej nie decydują się na dziecko, bo ciągle chcą więcej.

    Nie ma w tym nic złego ze chcą więcej, nikt tego nie ocenia, tylko pokazuje tego druga stronę i nakłania zeby moze jednak zdecydować się na pierwsze dziecko zamiast na drugie mieszkanie.

    To jest kampania skierowana do konkretnej grupy – kobiet koło 30, które robią karierę, a moze nie maja czasu żeby poświęcić chwili czasu na zbudowanie z kimś relacji i i założenie rodziny.

    I podkreślam NIKT tego nie ocenia, jesli ktos naprawde szczerze nie chce mieć męża ani rodziny, a chce sobie kupic nowy samochód. Jezeli ktos świadomie to wybiera, to nie bedzie żałował, ze nie ma rodziny. Ta kampania tylko nakłania do refleksji, czy ja na pewno jestem osoba ktora lubi samotność i bycie panią własnego losu, czy moze jednak zrezygnować z nadgodzin, a wyjść gdzies ze znajomymi, dać się zaprosić na randkę itp 🙂

    Jeszcze raz podkreślam, ze to nie jest kampania skierowana do tych osob, ktore jeszcze szukają swojej kariery, także nie odnosmy jej od razu do siebie 🙂

    • Pozwolę sobie z Panią nie zgodzić. Jest to kampania społeczna – i to jedna z tych wielkich (citylighty, billboardy, przystanki itp). Ma zatem bardzo szeroki zasięg i trafia do społeczeństwa. I jako pewien komunikat będzie przez poszczególnych odbiorców interpretowany. Na reklamie nie ma napisu „UWAGA: obowiązuje tylko te kobiety, które zarabiają więcej niż 500000 rocznie”, prawda?
      Rzeczy w przestrzeni publicznej dotykają każdego, kto w tej przestrzeni przebywa. Tak samo jest z reklamami.

  4. Jest sporo osob, nie tylko w duzych miastach, ktore maja bezpieczy i wygodny poziom egzystencji i nie maja dzieci (albo maja jedno), przypuszczam, ze nie chca. Maja do tego prawo i zgadzam sie, ze ten apel jest zupelnie bez sensu. Aby ludzie decydowali sie bez strachu na dzieci potrzebne sa rozwiazania systemowe: elastyczny powrot do pracy ( czesc etatu, praca zdalna), dostepnosc zlobkow, ZUS powinien przejmowac wyplate urlopu macierzynskiego bez wzgledu na forme zatrudnienia. Rynek pracy jest bezlitosny dla kobiet a ten wydluzony urlop macierzynski w polaczeniu z brakiem zlobkow wyklucza nas a nie pomaga. I ta fikcja w postaci „karty duzej rodziny”!!!!
    Mam troje dzieci i za wszystkie zajecia dodatkowe ( organizowane przez publiczne osrodki) place pelne kwoty. Ale pocieszam sie, ze kiedys skorzystam ze znizki na Wawelu 🙂

  5. To jest dla mnie ciekawe. Kiedy mówi się (nie wprost), że kobiety są za grube, zaniedbane, powinny się lepiej ubierać, mdleć na widok nowego proszku do prania i szczytować na samą myśl, że ich dziecko bierze do buzi serek śniadaniowy – wszystko jest w miarę ok. Ale jak się im powie, w sumie w znaczenie bardziej stonowany sposób, że warto pomyśleć o macierzyństwie – wiele z nich czuje się tym dotknięte.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *